Śmierć partnera w związku nieformalnym
czy konkubentowi należy się odszkodowanie i zadośćuczynienie?
Tragiczny wypadek, w którym ginie ukochana osoba, to dla partnera w związku nieformalnym ogromny cios emocjonalny, który w jednej chwili burzy całe dotychczasowe życie. Wiele osób żyje w błędnym przekonaniu, że brak formalnego aktu małżeństwa przekreśla jakiekolwiek szanse na uzyskanie finansowego wsparcia i zrekompensowanie straty. Aby uzyskać zadośćuczynienie po stracie bliskiego, utarło się przekonanie, że poszkodowani muszą legitymować się odpowiednim statusem w Urzędzie Stanu Cywilnego. Z punktu widzenia prawa, to po prostu powszechny mit.
Kim jest „najbliższy członek rodziny” w świetle prawa?
Rzeczywiście, polski Kodeks cywilny posługuje się pojęciem, którym jest najbliższy członek rodziny, co towarzystwa ubezpieczeniowe nagminnie interpretują na swoją korzyść. W ich pismach odmownych standardem jest argumentacja, że konkubina, konkubent czy wieloletni partner życiowy nie wpisują się w tę definicję, ponieważ relacja nie została sformalizowana. Istnieje jednak ugruntowany wyjątek od tej sztywnej reguły, o którym ubezpieczyciele wolą głośno nie mówić: o bliskości decydują faktyczne, codzienne więzi, a nie urzędowy dokument.
Okiem eksperta:
Towarzystwa ubezpieczeniowe automatycznie odrzucają wnioski o wypłatę świadczeń składane przez partnerów ze związków nieformalnych, argumentując, że przepisy chronią jedynie tradycyjne instytucje małżeństwa. Liczą na to, że osoba pogrążona w głębokiej żałobie zrezygnuje z dalszej walki. Tymczasem Sąd Najwyższy wyraźnie wskazuje, że o statusie najbliższego członka rodziny decyduje realna bliskość emocjonalna, wspólne plany, wychowywanie dzieci czy prowadzenie gospodarstwa domowego. Brak ślubu zazwyczaj w ogóle nie zwalnia ubezpieczyciela z odpowiedzialności – wyjaśnia radca prawny Karolina Majchrzak z Kancelarii Invicte.
Dlaczego każda relacja wymaga indywidualnej analizy?
Jeżeli ubiegamy się o odszkodowanie po śmierci partnera, kluczowe staje się wykazanie, jak mocna i trwała była to relacja w rzeczywistości. Nie wystarczy samo wskazanie faktu wieloletniego pożycia. Wymaga to zgromadzenia i przedstawienia dowodów, które zobrazują ubezpieczycielowi pełną wspólnotę osobistą i gospodarczą – od wspólnych rachunków, przez umowy najmu, aż po oświadczenia rodziny i znajomych. Prawidłowo poprowadzona sprawa otwiera drogę do pełnego spektrum roszczeń, w tym zadośćuczynienia za doznaną krzywdę czy stosownego odszkodowania za znaczne pogorszenie sytuacji życiowej.
Okiem eksperta:
Poszkodowani często przychodzą do nas z pismami od ubezpieczyciela, w których wprost napisano, że jako „konkubent” lub „partnerka” nie mają żadnych praw do rekompensaty. Wielu z nich uważa, że taki dokument ostatecznie zamyka sprawę. To błąd. Nawet jeśli w pierwszych decyzjach kategorycznie odmówiono wypłaty, my każdorazowo i bardzo wnikliwie analizujemy charakter i historię danego związku. Jeśli wykażemy silną więź duchową i ekonomiczną, prawa konkubiny po wypadku stają się w procesie odszkodowawczym tożsame z prawami żony. Indywidualna analiza sprawy często otwiera drzwi do odszkodowań, które wydawały się stracone – dodaje mecenas Karolina Majchrzak.
Kancelaria Invicte – walcz o sprawiedliwość bez względu na formalności
Decyzje odmowne ubezpieczycieli rzadko wynikają z obiektywnego braku podstaw prawnych – znacznie częściej są elementem strategii nastawionej na zniechęcenie poszkodowanych partnerów. Występując o zadośćuczynienie za śmierć konkubenta, warto powierzyć sprawę podmiotowi, dla którego rzetelna kancelaria odszkodowawcza stanowi synonim walki o realne prawa człowieka, a nie tylko suche zapisy w paragrafach.
W Kancelarii Invicte nie opieramy się wyłącznie na wnioskach narzuconych przez ubezpieczycieli. Przejmujemy na siebie ciężar komunikacji i sporu prawnego, szukając najkorzystniejszej podstawy prawnej do wykazania Państwa krzywdy. Zapewniamy pełne wsparcie i dyskrecję, dążąc do uzyskania dla Państwa maksymalnej możliwej rekompensaty za stratę ukochanej osoby.

